Już nie chcemy mieszkać w stolicy aglomeracji śląskiej

Aldona Minorczyk-Cichy, Beata SypułaZaktualizowano 
Sośnicowice - blisko Gliwic, atrakcyjne ceny ziemi Fot. Polska Dziennik Zachodni
Mamy dość miejskiego zgiełku, tłoku na ulicach, braku miejsc parkingowych. Uciekamy z Katowic do Mikołowa i Wyr. Budujemy domy w Sławkowie, Błędowie i Okradzionowie, skąd blisko do Krakowa. Szukamy działek w zielonych: Pilchowicach, Bojszowach, Świerczyńcu, Chudowie.

Katowicki rynek nieruchomości jest pod kreską. Nie tylko słabo sprzedają się już wybudowane, nowe mieszkania, ale też niewiele jest nowych inwestycji. W pierwszym kwartale ubiegłego roku w mieście wydano zaledwie 59 decyzji o pozwoleniu na budowę 509 mieszkań! Dla porównania decyzje z pierwszego kwartału 2008 roku przyniosły 1258 mieszkań.

W maju 2010 roku rozpoczęto o 30 proc. mniej budów niż rok wcześniej. Jesteśmy pod tym względem na samym końcu peletonu. Tymczasem w innych miastach wojewódzkich mamy do czynienia z wyraźnym ożywieniem. Pierwszy kwartał to rozpoczęcie budowy ponad dziewięciu tysięcy mieszkań. Z tego w Katowicach 154. To o połowę mniej niż przed rokiem. W drugim kwartale dodatkowo zaczęła się budowa 96 kolejnych "M".

Dla porównania w Warszawie buduje się ponad 6200 mieszkań. Na głowę biją nas: Rzeszów (316 budów), Opole (350), Gorzów Wielkopolski (517).

Dlaczego tak się dzieje? Socjolog prof. Marek Szczepański podkreśla, że to zjawisko obserwowane we wszystkich większych miastach. - Osoby zamożniejsze uciekają z centrów miast. Chcą kawałka trawnika i spokoju. Ten proces nazywa się rozlewaniem miast - mówi prof. Szczepański.

Maleńkim Wyrom w ciągu ostatnich kilku lat przybyło 20 proc. mieszkańców. Wójt gminy Barbara Prasoł zachęca miejscami dla dzieci w przedszkolach i tanimi działkami pod budowę. Marek Balcer, burmistrz równie popularnego wśród uciekinierów z aglomeracji Mikołowa kończy budowę sieci wodno-kanalizacyjnej. Chwali się obiektami sportowymi, rynkiem, szpitalem. - Z przyjaznego miejsca się nie ucieka, a Mikołów taki jest - mówi Balcer.

Jak Katowice i inne duże miasta mają się bronić przed pustoszeniem? - Już nie wystarczy, że mają jakieś mieszkania, jakieś szkoły i jakieś obiekty sportowe i kulturalne. To musi być najlepszej jakości - mówi prof. Szczepański.

Pustoszeją nie tylko Katowice. Ci, którzy planują budowę domu, wolą zrobić to tam, gdzie jest zielono i spokojnie. Do pracy w wielkim mieście po prostu można dojechać. Odległość nie jest już dla nas dużym problemem. Ważne są cena działki, jakość życia i to, czy samorząd jest mieszkańcom przyjazny.

W Zawadach w gminie Popów wyrosło w ciągu kilku ostatnich lat spore osiedle domków, w których spokojną przystań znalazło wielu częstochowian. Ziemia jest tam jeszcze tania. Do pełnego grzybów lasu jest kilka kroków, do rzeki sto metrów. Są boisko sportowe, sklepy, apteka, gimnazjum. W pobliżu czeka przychodnia zdrowia, a w oddalonym o około 10 km Kłobucku basen i dobre szkoły.

Gliwiczanie uciekają do Sośnicowic, Pilchowic i urokliwego Chudowa. Tyszanie do zielonego Świerczyńca i do gminy Bojszowy.

Katowiczanie, zabrzanie i rudzianie osiedlają się w przyjaznych Wyrach i Mikołowie. W ciągu ostatnich siedmiu lat niemal 700 tysięcy osób opuściło aglomerację i duże polskie miasta. Nie chcą blokowisk. Mają już serdecznie dość wielkiej płyty.

- Wcale mnie to nie dziwi. Takie miasta jak Katowice nie są z gumy. Najpierw ludzie budowali się w południowych dzielnicach: Podlesiu, Kostuchnie, Zarzeczu. Gdy zabrakło miejsca, naturalnym wyborem stał się Mikołów - dobrze skomunikowany z aglomeracją i Beskidami - mówi dr Marek Balcer, burmistrz Mikołowa.

Kiedy inne miasta pustoszeją, mikołowian przybywa. W ostatnich latach o tysiąc! Miasto potrafi zachęcać do osiedlania się. Rynek zrewitalizowano już 10 lat temu. Za dwa lata zakończy się budowa kanalizacji. Są nowa biblioteka i obiekty sportowe.

- Nasze szkoły są zmodernizowane. Szóstoklasiści na ostatnim teście byli powyżej średniej krajowej, a gimnazjaliści razem z młodymi bielszczanami zajęli pierwsze miejsce - chwali się burmistrz.

To, z czym mamy obecnie do czynienia, to trend światowy, nazywany "rozlewaniem się miast" lub suburbanizacją. Nie da się tego zatrzymać, choć udaje się pewne procesy spowolnić, zwłaszcza tam, gdzie aglomeracja oferuje komfort życia taki, jak na peryferiach. Takie enklawy można znaleźć niemal w centrum Katowic - choćby w okolicach parku Kościuszki czy w Brynowie.

Katowice aspirują do miana Europejskiej Kultury. W mieście coraz więcej jest imprez na wysokim poziomie. Ale czy to wystarczy, by zatrzymać ucieczkę mieszkańców?

Plusy i minusy ucieczki z miast

"+"
- Małe miejscowości wraz z przyrostem ludności zyskują dodatkowe pieniądze z podatków od nowych mieszkańców.
- Rozbudowuje się miejska infrastruktura, m.in. kanalizacja i drogi.
- Powstają nowe obiekty dla sportu i kultury.
- Rozbudowują się szkoły i przedszkola.
- Rozwija się handel i usługi, tworzą się nowe miejsca pracy.
- Cały region równomiernie się rozwija. Wielkie miasta nie są już uprzywilejowane.

"-"
- Katowice i inne duże miasta wraz z utratą zamożnych mieszkańców mają mniejsze wpływy z podatków.
- Część zysków tracą także handlowcy, usługodawcy, restauratorzy czy właściciele lokali rozrywkowych.
- Na weekend mieszkańcy "uciekinierzy" wyjeżdżają do Krakowa i innych ośrodków, które mają bardziej atrakcyjną ofertę kulturalną, rozrywkową lub sportową.
- Rynek nieruchomości maleje. Zmniejsza się liczba inwestycji budowlanych.

Wolimy pielęgnować trawniki

Rozmowa z prof. Markiem Szczepańskim z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Dlaczego duże śląskie miasta pustoszeją?

Nie tylko śląskie. To zjawisko dotyczy wszystkich większych miast, bo zamożni ludzie chcą korzystać z tzw. renty miejskiej, ale bez konieczności znoszenia niedogodności. Szukają więc miejsc, w których dobrze się żyje.

Gdzie uciekamy? Czego szukamy?

Modne są takie miejsca jak Świerczyniec pod Tychami. Tam jest zielono i czysto. Jest dobry dojazd do pracy czy szkoły. Ludzie stawiają lub kupują domy i pielęgnują swoje trawniki. Odreagowują miejskie życie.

Jak zatrzymać mieszkańców? Co im zaoferować?

Gdy przyjeżdżam do nowego miasta, sprawdzam, jakie jest saldo migracji, cenę ziemi i metra kw. mieszkania. Jeśli mieszkańców przybywa, a wspomniane ceny rosną, to znaczy, że miasto jest dobrze zarządzane. Z miejsca, w którym czujemy się komfortowo po prostu nie odchodzimy.

Ale co zrobić, by mieszkańcy mieli poczucie komfortu?

Dzisiaj już nie wystarczy, że coś po prostu jest. Szkoła musi mieć odpowiedni poziom, dodatkowe zajęcia. Kultura i rozrywka muszą być na wysokim poziomie i zróżnicowane pod względem dostępu. Nie można zapominać o ofercie dla studentów, którzy portfele mają pustawe, ale za to tworzą klimat. Musi być dobra komunikacja, także w nocy. Potrzeby i wymagania rosną. Jeśli tego, czego chcemy, nie znajdziemy na miejscu, pojedziemy do Krakowa.

Gdzie będziemy za 20 lat? Obrazimy się na miasta?

Nie sądzę. Miasta mają swoje niewątpliwe walory, które kuszą. Ich zwolenników nie zabraknie.

Gdańsk się nie wyludnia, a jego prestiż ciągle rośnie

Aglomeracją podobną do śląskiej - choć jeszcze nadal w mniejszym wymiarze - jest Trójmiasto. Jak na Wybrzeżu patrzą na problem migracji?

Pisze nam o tym Jarosław Popek z "Polski Dziennika Bałtyckiego".

U nas ważne jest nie to, gdzie kto nocuje, ale to, gdzie pracuje. Wielu mieszkańców Rumi (osób zameldowanych) żyje i pracuje w Gdyni, a do domu wraca jedynie po to, by odpocząć. Podobnie jest z Pruszczem Gdańskim, którego mieszkańcy związani są bardziej z Gdańskiem niż ze swoim miastem. Tereny wokół centrum Gdańska są nadal bardzo atrakcyjne dla dewelo-perów. Co ważne, jest ich pod dostatkiem i dlatego powstaje wiele nowych osiedli. Stolica Pomorskiego rozwija się głównie na południe, czyli w stronę Kaszub. Z kolei gminy Kolbudy czy Żukowo, oddalone od Gdańska o kilkanaście kilometrów to atrakcyjne miejsce dla tych, którzy chcą uciec od wielkomiejskiego zgiełku i wiele nowo budowanych przez gdańszczan domów, powstaje właśnie tam.

Migracja ze stolicy Pomorskiego np. do Gdyni czy do Sopotu jest bardzo rzadka. Nie widać spadku prestiżu Gdańska. Wręcz przeciwnie - miasto rośnie w siłę i ma coraz więcej mieszkańców (w ciągu pięciu lat przybyło ich 20 tysięcy). Tu powstają nowe miejsca pracy, tu prowadzone są największe inwestycje, w tym mieszkaniowe. Nie grozi nam wyludnienie, chyba że pojawi się problem przyrostu naturalnego. Jednak dziś takiego zagrożenia nie ma.

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3