(© fot. Materiały prasowe.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Czasami, żeby zostać bohaterem wystarczy trochę szczęścia. Zwykle potrzebna jest odwaga, jakiej brakuje innym, instynktowne podejmowanie trudnych decyzji i wewnętrzna siła, by dopiąć swego. Baliście – germańskiemu barbarzyńcy, który został wodzem w rzymskiej armii, potrzebna była jeszcze przebiegłość, inteligencja i talent taktyczny. Bycie bohaterem, nie jest jednak równoznaczne z docenieniem. Częściej otwiera tylko drogę do misji niemożliwych. I taką właśnie misję na Wschodzie otrzymuje tytułowy wojownik Rzymu.

Okres III wieku naszej ery w starożytnym Rzymie wydaje się bardzo ciekawym tłem historycznym. Czasy kryzysu politycznego, zmieniających się prawie co roku cesarzy, wojen domowych i najazdów barbarzyńskich na ziemie cesarstwa, mimo dość licznych źródeł pozostawiają wiele pola do literackich domysłów. Korzysta z tego Harry Sidebottom, wypełniając odtwarzaną skrupulatnie prawdę o przeszłości interesującą fikcją.

Robi to w sposób o tyle bezpieczny, że korzysta dość hojnie z artefaktów przeszłości – dbając o ukazanie obyczajów, broni, rytuałów dnia codziennego, oryginalnej tytulatury, ale w zakresie akcji poczyna sobie dość swobodnie. W efekcie otrzymujemy uporządkowany obraz podróży przez prowincje rzymskie, przygotowań do odparcia oblężenia miasta Arete i samej obrony twierdzy, okraszony warstwą obyczajową. Rzecz napisana jest na tyle sprawnie, że choć nie wciągnęła mnie bez reszty, zatrzymała uwagę na tyle skutecznie, by książkę przeczytać do końca z uwagą i chcieć sięgnąć również po tom drugi.

Sama fabuła jest dość prosta, jednak autor poświęcił również sporo uwagi relacjom między bohaterami i próbie odtworzenia mentalności obcego pośród możnych. To przybliża i ożywia powieść wszędzie tam, gdzie zaczyna nużyć drobiazgowość w przedstawieniu wojskowych, taktycznych i urbanistycznych szczegółów.

Miłośnicy szeroko zakrojonej powieści w realiach historycznych powinny być „Wojownikiem Rzymu” usatysfakcjonowani. Tych, którzy za takim gatunkiem nie przepadają, książka raczej znudzi. Warto te argumenty rozważyć, zanim się sięgnie po lekturę, tym bardziej, że „Ogień na Wschodzie” jest dopiero pierwszym tomem opowieści.




Harry Didebottom: Wojownik Rzymu,
Dom Wydawniczy Rebis 2010, liczba stron 456, cena 39,90 zł

Wiadomości

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Marta Dziurosz (gość)

Nazwisko autora w stopce podano z błędem: to nie Harry Didebottom, lecz Sidebottom.